Hiszpania
San Andres, Colombia
Długo przed tym, jak pierwsze wieżowce kurortowe zaczęły zdobić jego linię horyzontu, San Andrés był punktem przystankowym dla angielskich korsarzy i holenderskich handlarzy, którzy dostrzegli to, co rdzenni mieszkańcy Raizal wiedzieli od wieków: że ten skrawek karaibskiego koralu, wznoszący się z niewiarygodnie niebieskiej wody, około 775 kilometrów na północny zachód od kolumbijskiego lądu, był czymś bliskim rajowi. Warstwy kolonialnych wpływów na wyspie — hiszpańskich, angielskich, a ostatecznie kolumbijskich — wplatają się w kulturę, która wydaje się odmienna od wszelkich innych w Amerykach, miejsce, gdzie reggae unosi się z otwartych drzwi, a kreolski angielski miesza się z hiszpańskim na każdym rogu.
Najbardziej znanym skarbem wyspy jest jej morze. "Morze Siedmiu Kolorów", jak nazywają je mieszkańcy, zmienia odcień od turkusowego do szafiru i jadeitu, w zależności od głębokości i światła, a jego paleta powstaje dzięki spektakularnej podwodnej topografii koralowych głowic, piaszczystych płaskowyżów i nagłych spadków. Johnny Cay, maleńka wysepka tuż przy brzegu, oferuje kwintesencję pocztówki: oślepiająco białe piaski, pochylone palmy kokosowe i wodę tak przejrzystą, że zacumowane łodzie wydają się unosić w powietrzu. Jednak San Andrés nagradza tych, którzy potrafią dostrzec więcej niż tylko plażę. Hoyo Soplador, naturalny gejzer na południowym krańcu wyspy, wyrzuca wodę morską w górę przez koralowy otwór, gdy warunki są sprzyjające, podczas gdy szlaki mangrowe w Old Point Regional Park odsłaniają spokojniejszą, dzikszą stronę wyspy, tętniącą życiem czapli i iguan.
Jedzenie na San Andrés to lekcja karaibskiej obfitości. Rondón, charakterystyczne danie wyspy, to powoli gotowany gulasz na mleku kokosowym, wypełniony rybami, ślimakami, maniokiem, bananami i chlebowymi owocami — aromatyczna miska, która w każdej łyżce opowiada historię dziedzictwa Raizal. Świeżo złowiony czerwony snapper pojawia się w niemal każdej karcie, często smażony w całości i serwowany z ryżem kokosowym oraz smażonymi bananami. Dla czegoś lżejszego, warto poszukać sprzedawców soków wzdłuż promenady Spratt Bight, którzy łączą tropikalne owoce z artystycznym zacięciem. Życie nocne wyspy pulsuje reggaetonem, champetą i socą, a koktajl o zachodzie słońca w którymkolwiek nadmorskim barze jest praktycznie obowiązkowy.
Poza główną wyspą archipelag oferuje niezwykłe wycieczki jednodniowe. Providencia i Santa Catalina, dostępne katamaranem lub krótkim lotem, wydają się być dekady oddalone od komercyjnej energii San Andrés — małe wioski rybackie, puste szlaki przez szczyty otulone chmurami oraz rafa koralowa, która została wpisana na listę rezerwatów biosfery UNESCO Seaflower. Nurkowanie tutaj należy do najlepszych w Karaibach, z nurkowaniami przy ścianach opadających w kobaltowe głębiny oraz ogrodami rafowymi, w których można spotkać żółwie karetta i rekiny pielęgnicowe.
Statki wycieczkowe zazwyczaj kotwiczą przy Spratt Bight, skąd łodzie transportowe przewożą pasażerów do głównego pomostu w pobliżu promenady dla pieszych. Sam rejs łodzią to prawdziwa atrakcja, sunąc po wodzie tak krystalicznej, że można policzyć morskie wachlarze na dnie. Czas spędzony na lądzie najlepiej wykorzystać, łącząc poranne nurkowanie w West View lub La Piscinita z popołudniową przejażdżką po wyspie golfowym wózkiem — preferowanym środkiem transportu lokalnego. Wyspa znajduje się poza głównym pasem huraganów, co czyni ją niezawodnym portem przez cały rok, chociaż od grudnia do kwietnia panują najsuchsze i najspokojniejsze warunki. Temperatury utrzymują się na stałym poziomie około 28°C, niezależnie od pory roku, co sprawia, że zaproszenie do wody nigdy nie wymaga drugiego pytania.